wortal Ewy Lality J. Kałuskiej    
« strona główna
Kalendarium warsztatów   Ezo ogłoszenia Mnisi i ja
bioterapia, radiestezja, reiki
ustawienia rodzinne wg. B. Hellingera
książki polecane
Ezo ogłoszenia - darmowa gazetka reklamowa MAMAeBABY - Przede wszystkim dla Kobiet
Tradycyjna Medycyna Chińska Uśmiech słońca Merhlin Medytacja dla Polski
codziennie o godz. 2200

aktualności
archiwum
ciekawe linki
CUDowne randki
czat
czat-archiwum
e-kartki
forum
komentarze
książki online
księga gości
spis artykułów
sylwetki
użytkownicy
wyszukiwarka

sklepy i restauracje
  wegetariańskie



ranking
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na tej stronie, wpisz swój adres e-mail:
Aktualizacja: 2016-08-10
© 2002 - 2017 CUDownyportal.pl

wykonanie witryny:

9gods.com

administracja:
enedue.com




  poleć znajomemu · komentarze [4]
grupa: Różności · wersja do druku
2005-12-14 Kluza Andrzej
Normalne małżeństwo nie przetrwa


Tak mi ostatnio myśli po głowie chodzą dotyczące związków. I stwierdziłem, że niemożliwe jest, żeby dotychczasowy 
tradycyjny wzorzec małżeństwa przetrwał. 

Mamy takie nasilenie pola astralnego, tyle emocji w wielu miejscach, że ludzie po prostu nie są w stanie wszystkich 
otamować. Nie są w stanie wszystkich mieć pod kontrolą. A do tego jak jeszcze zechcą być z drugą osobą i jeszcze do tego 
blisko siebie, i jeszcze jak się włączają energie seksualne... to już jest naprawdę o wiele za dużo jak na zwykły związek. 

Zwykły w rozumieniu: osiem godzin pracy, do domu, dzieci odebrać z przedszkola, obiad, telewizja, czasami seks, lulu i znów 
od ósmej praca...

Jeśli dwoje ludzi nie będzie świadomie pracować nad sobą to ja nie widzę szansy, żeby to się "jakoś poukładało". 

Wiele lat zastanawiałem się czy horoskopy dają nadzieję na dogranie się partnerów w związku. Liczyłem na to, że są 
"odpowiedniejsze osoby", które do siebie lepiej pasują jakimiś wewnętrznymi, niezbadanymi wtyczkami i gniazdkami. Których 
ja nie znam, a które astrologia zna. I co znalazłem?

Otóż znalazłem to, że im bardziej do siebie osoby "dopasowane" tym mniej muszą ze sobą pracować. Jest ciszej i spokojniej 
w związku. 
I jest dużo stabilności i statycznego bezpieczeństwa. Jak nikt nie kołysze łódką, to w miarę daje się przetrwać. Jednak jak 
coś niespodziewanego przychodzi, to i tak trzeba sobie z tym poradzić. 

Co do par "niedobranych". [Oczywiście nie liczę takich, którzy niespecjalnie się sobie podobali na wstępie.] Tu jest po prostu 
większe zadanie. Ale też i większe możliwości rozwoju.

Jeśli dotychczasowe małżeństwo nie ma racji bytu z powodu tak wielkich emocji, to co robić?

Ano pracować nad sobą i ze sobą wzajemnie. Jeśli jakiś przełom widzę w roku 2012, jak przepowiadają Majowie [poza 
ludowymi strachami końca świata], to tylko na razie taki, że się już się nie da żyć bez przetwarzania emocji, bez pracy nad 
emocjami.

Tak więc zwłaszcza w małżeństwie, gdzie jest o wiele większa inetnsywność emocjonalna, uczuciowa, bliskości, ogrom 
energii wzajemnych, jak tu miałoby się dać? Nie da się po staremu. 

Partnerzy jeśli chcą przetrwać i nie zwariować, i nie poranić się wzajemnie, mają zadanie: praca nad sobą plus aktywne 
wspieranie drugiej strony w jej pracy nad sobą.

Nie będę może obszernie opisywał osób, które pracują nad sobą, nawet niezwykle intensywnie, ale nie są przygotowane do 
pracy z partnerem. Wierzą - po staremu, że małżeństwo, związek sam to załatwi. Że nie trzeba się uczyć umiejętności 
terapeutycznych i nie trzeba patrzeć na tego drugiego jako na partnera w rozwoju. 

A tu nie. To nie działa. Już rycerz na białym koniu nie jest dalej rycerzem, jest zwykłym człowiekiem, który ma przeżycia, 
doznania, ileś rzeczy do opowiedzenia na sesji. I trzeba mu tą sesję umieć zrobić. I chcieć. Chcieć dostrzegać, że nie tylko 
będę brać od tego drugiego miłe chwile w związku. Tylko miłe chwile doprowadzą bowiem zupełnie niedługo do porządnego 
łupnięcia, do mocnego wybuchu. 
I lądujemy zupełnie sami, w dodatku potłuczeni.

Warto więc, jak myślę, pracować w parze. Role partnerskie, oprócz małżonków, kochanków, rodziców wzbogacają się o 
partnerkę i partnera w rozwoju.

Z tego wszystkiego wnioskuję, że małżeństwo w dzisisiejszym (lub sprzed pół wieku) znaczeniu tego słowa nie jest w stanie 
przetrwać. Zarówno dotyczy się pojedynczego konkretnego związku między dwojgiem ludzi, jak i małżeństwa w znaczeniu 
typu związków między ludźmi.


zgłoś błąd · do góry