wortal Ewy Lality J. Kałuskiej    
« strona główna ezo
Kalendarium warsztatów   Ezo ogłoszenia Mnisi i ja
bioterapia, radiestezja, reiki
ustawienia rodzinne wg. B. Hellingera
książki polecane
Ezo ogłoszenia - darmowa gazetka reklamowa MAMAeBABY - Przede wszystkim dla Kobiet
Tradycyjna Medycyna Chińska Uśmiech słońca Merhlin Medytacja dla Polski
codziennie o godz. 2200

aktualności
archiwum
ciekawe linki
CUDowne randki
czat
czat-archiwum
e-kartki
forum
komentarze
książki online
księga gości
spis artykułów
sylwetki
użytkownicy
wyszukiwarka

sklepy i restauracje
  wegetariańskie



ranking
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na tej stronie, wpisz swój adres e-mail:
Aktualizacja: 2016-08-10
© 2002 - 2017 CUDownyportal.pl

wykonanie witryny:

9gods.com

administracja:
enedue.com




  poleć znajomemu · komentarze [2]
grupa: Regresing® · wersja do druku
2008-04-04 Kluza Andrzej
Niechęć i chęć do sesjowania

Czy wyobrażasz sobie, że opisywana sesja była miodem zmieszanym z mlekiem? Niestety, nie. Stąd też nie dziwię się, że wiele osób odwraca głowę na propozycję sesjowania. Kulturowe sposoby łagodzenia bólów i cierpienia związanego z życiem są lepiej znane i wypróbowane. Nie trzeba się zmagać, konfrontować z niechcianymi emocjami. To naturalne, że dążymy do komfortu. Jest to słuszny wniosek wyniesiony z obserwacji poczynionych na krótką metę. Dopiero dojście do wystarczającej dojrzałości duchowej daje przekonanie, że „warto, bym coś ze sobą rzeczywistego robił/a”. Starsza dusza zauważa, że zakopywanie emocji i łagodzenie bólów skutkuje ich gromadzeniem się.

Jak mówiliśmy – nawet rozmowa „o kłopotach” nie jest na dłuższą metę rozwiązaniem. Poprawnym wyjściem jest więc sesja – zdecydowanie się, że poświęcamy czas, gdy zajmiemy się wyłącznie sesją i wybieramy miejsce, w którym nam nikt nie będzie przeszkadzał. Skupiamy się na własnych emocjach z taką intencją, że doprowadzą one nas do głębi własnych doświadczeń. Doznamy prawdziwego uwolnienia, prawdziwie coś dzięki temu zmienimy w naszym życiu. To jest możliwe. Jednakże nie jest to łatwe. Wymaga zdecydowania, systematyczności.

Na szczęście taki ideał nie zawsze jest potrzebny. Rozmowa w autobusie z przyjacielem może także łatwo przekształcić się w sesję, jeśli opowiadający zamknie oczy i wejdzie w swoje przeżycia. Po przyjściu do domu godzina na tapczanie da dobre dokończenie procesu. Nawet skromne warunki też są wartościowe i nawet cząstkowe uwolnienie posuwa nas naprzód w dobrym kierunku.

Jak wszystko, co jest coś warte, a czego nie dostajemy z natury, także uwolnienie karmy – kosztuje. Tym razem nie musi być to cena finansowa, bo znalezienie spokojnego miejsca oraz kolegi – terapeuty może nic nie kosztować. Zwłaszcza, jeśli robimy sobie wzajemnie sesje na wymianę.

Najważniejsze jest by zdecydować się na przypisanie wewnętrznej wartości do prawdziwego uwolnienia. Nie jest bowiem kłopotem, by mając pieniądze iść na kilka zabiegów, sesji i masaży tygodniowo. To da się zrobić. Za pieniądze zrobią ci to. Poczujesz się lepiej, niemal natychmiast! Cóż z tego, jeśli chcesz łatwych rozwiązań, to taka „praktyka” oddali Cię to od prawdziwego rozwiązania.
Znam kilka osób, które istotnie podnoszą sobie wibracje gimnastykując się, chodząc na basen, saunę, itp. Czują się naprawdę fajnie, jednakże niemalże nie dotykają swojej karmy, swoich obciążeń. Poczucie się dobrze dało im taki napęd do dalszego wytrwania w czuciu się dobrze, że sporo na to pracują i sporo na to wydają. Nie mają jednakże intencji do pracy nad sobą.
W hinduizmie mówi się, że pewni półbogowie żyją w rajskich światach, jednakże po wyczerpaniu się ich dobrej karmy zchodzą w trudniejsze światy, aby realnie podziałać nad swoim rozwojem. Raj jest fajny, jednak to nie koniec świata.

Ważniejsze wydaje się więc być, aby nabyć wewnętrzną postawę, wewnętrzną intencję do uwolnienia się. Że chcę to robić, że jest mi to potrzebne. Nikt inny za mnie tego nie zdecyduje. Korzystne wydanie pieniędzy może to przybliżyć, ale chęć lub niechęć jest w nas.
A jak już się tak nastawię, to i kamień przy drodze będzie mi nauczycielem, jak to się mówi. Gdy jestem niechętny, największe zewnętrzne wysiłki nie pomogą. Gdy jestem chętny, cokolwiek, co się wydarza, sprzyja mi w uwolnieniu, oczyszczeniu, poprawie mego życia. I wtedy wykorzystuję te możliwości z prawdziwą wdzięcznością.

Angielskie powiedzenie „enogh is enough” – mam już tego dosyć! może być przykładem początku takiej postawy – mamy już tego po dziurki w nosie. To wtedy MY SAMI chcemy pracować. I wtedy Wszechświat poddaje nam możliwości uwolnienia się. Oczywiście – daje nam również próby, aby zweryfikować nasze nowo nabyte chęci. Czy rzeczywiście chcemy się pouwalniać?
Bo możemy tylko chcieć oczyścić swoje sumienie z poczucia, że mało robię ze sobą, że powinienem/nnam więcej.. że dobrze byłoby coś zrobić, gdzieś pójść, bo „tak się robi”.., że trzeba, bo tak bardzo uwiera..
Ale jeśli nasze pragnienie nie jest czcze, jeśli chcemy coś więcej, niż np. „kupić sobie” zdrowie i dobrostan, to prędzej czy później polepszy się nam znacznie.

Tak więc niechęć do sesjowania może być jawna – ktoś może nie chcieć w „coś takiego” wchodzić.
Może też być kamuflowana pozorowanymi działaniami – nawet czasami niezwykle przekonującymi i obszernymi. Np. mówieniem dużo i obszernie o swoich zranieniach, problemach i kłopotach. Albo mówienie o osiągnięciach. I może to przynosić wiele zewnętrznych, pozytywnych doznań. Można omawiać w szczegółach teorie ezoteryczne i można czerpać z tego jakże miłe przekonanie o obszerności swojej wiedzy. Można chodzić na basen, saunę, masaże i odczuwać ich dobroczynne działania na sobie.
Jednak w tym samym czasie można swobodnie mieć wewnętrzną postawą niechęci do zmian.

Dajmy na to, że chodzimy do terapeuty, który nas wysłuchuje, ale jest to rozmowa w zwykłych warunkach, w których nie wchodzimy w medytację. Terapeuta nie konstruuje warunków, w których naturalnie dojdziemy do naszych dawnych doświadczeń. Robi nam się przejściowo lepiej. Możemy sobie podziękować, że doznajemy ulgi. Jednakże nie jest to prawdziwe uwolnienie. Może właśnie gdzieś w głębi nie chcemy, czy nie jesteśmy gotowi do głębszego wglądu? Lepsi terapeuci mogą na to zwrócić uwagę i nam to powiedzieć. Brak gotowości to nie grzech, jednak warto o nim wiedzieć.

Brak gotowości do zmian jest to coś różnego od niechęci do zmian. Dusza nie zawsze jest do wszystkiego gotowa. Może być niedojrzała do pewnych sytuacji, do stawienia czoła pewnym wspomnieniom. Dlatego sesjując, Wyższe Jaźnie zwykle prowadzą nas od spraw łatwiejszych ku trudniejszym. Czasami łatwiejsze jest uwolnienie się od wspomnień śmierci ileś wcieleń temu, niż opowiadanie o prawdziwych przeżyciach i uczuciach do bliskiej osoby z obecnego życia.
Czy warto więc nic nie robić? Owszem, warto. Jeśli decydujemy się na to z przekonaniem, iż właśnie dajemy duszy czas na dojrzewanie.
Czy z koleji warto robić coś, gdy nie jesteśmy gotowi na wiele? Też warto – znajdzie się poletko, na którym będziemy mogli trenować. Znajdą się łatwiejsze, lżejsze praktyki. A i Wyższe Jaźnie też będą się dostosowywać do naszego stanu. Nie trzeba zawsze zaczynać od spraw największego kalibru.
A więc właściwa intencja i jeszcze raz intencja!

Jeśli brakuje nam efektów oczyszczenia, warto zweryfikować swoje prawdziwe intencje, czy siebie i innych wokoło czasami sami nie oszukujemy. Chwała lub poniżenie – to są dwa przeciwstawne stany, w które możemy wpadać, gdy sesjujemy.

Na plus:
Możemy na poziomie osobowości, ego wykazywać, że „tyle przecież robimy”. Trochę czasami trudno przyznać się do niechęci do tego całego bajzlu, który nosimy w umyśle i w polach energetycznych. Warto jednak zgłębiać tą niechęć, dogrzebać się na jaki sposób chcemy być „lepsi”, gdy tak na siłę pracujemy nad sobą, lub że czujemy się pokrzywdzeni tą pracą.

Na minus:
Czujemy, że „tak strasznie obeszło się z nami życie”. Pokazanie się jako ktoś niedoskonały, ale jednocześnie nie litowanie się nad sobą, to czasami jest trudne. Zwykle bowiem ego chce coś na cierpieniu zarobić. Gdy cierpisz – no trudno. Ale jeśli zaczynasz przypisywać sobie chwałę, bo cierpisz, to już. Jeśli nawet to ma być współczucie, miłość czy zrozumienie – nie warto tego dochodzić żebraniem. Miłość, wsparcie są za darmo, dostaniemy je bez konieczności cierpienia i narzekania „jak mi źle”.
Brak rzeczywistych zmian, mimo pracy nad sobą, często jest to podyktowany głębokim, skrywanym poczuciem doznanej krzywdy. Że ktoś nas skrzywdził, więc to jego sprawa, aby nas teraz oczyścić. Czekamy więc tylko kiedy to nastąpi, mogąc nawet na zewnątrz sprawiać wrażenie, nawet dla samych siebie, że rzeczywiście idziemy do przodu.

Smutek nad sobą jest w porządku, jest głębokim uczuciem duszy. Jednak narzekanie na życie nie jest już tym samym, jest rozproszaniem energii. Prowadzi do nadmiernego mówienia, nadmiernego zajmowania się sobą i wchodzenia w trans mówienia. Gdy taka osoba rzeczywiście zacznie się smucić nad sobą, gdy zacznie płakać, to zacznie przeżywać prawdziwe uczucia i przestanie tak dużo mówić.

Łatwość i lekkość także w sesji jest drogowskazem. Także tu warto się trzymać nieprzywiązywania się do skutków działań. A takim nieprzywiązywaniem się będzie akceptowanie niedoskonałości i zaprzestanie żebrania o miłość. Jest to, jakby nie było, droga środka.

Generalnie przed sesjowaniem wstrzymują nas negatywne przeżycia. Przykre emocje, silne a nieprzyjemne uczucia. Takie bowiem się pojawiają w sesjach. Co zrobić, żeby nie cierpieć przy oczyszczaniu się? Jest na to rada. Trzeba podwyższać własne wibracje, oczyszczać ciało i aury. Wtedy przechodzenie przez wspomnienia jest mniej bolesne, mniej przykre. Wtedy mamy lepsze czyste, o wysokiej wibracji punkty odniesienia, gdy sesjujemy. A względem owych „punktów dobra”, „płaszczyzn, przestrzeni miłości i dobra” nawigujemy w sesjach. Im lepiej postrzegamy czyste, miłe wibracje, tym lepiej będziemy znać swój cel.

Jak powinna wyglądać sesja?

Wiele może być typów działających, dających pożytek sesji. Wiele jest jej typów. A to oddechowe, a to bioenergetyczne, a to medytacyjne, a to sesje masażu, fizycznego lub dźwiękiem. Osobiście przy oczyszczaniu wzorców karmicznych jestem zwolennikiem sesji, która się pojawia naturalnie i naturalnie znajduje swoje tematy, długość i zakończenie. Chociaż w pewnych warunkach można wspomóc się dodatkowymi metodami.

Mówiąc o sesji, która wspierać ma naturalne dążenia człowieka, duszy do oczyszczenia, zastanówmy się, do czego taki ktoś dąży?
Dąży do opowiadania i do konfrontacji ze swoimi emocjami. To jest w porządku.
Dąży także do zaangażowania w swoje przeżycia innych ludzi. To również jest w porządku w czasie, gdy nie chce przekazywać słuchaczom odpowiedzialności za to, co przeżywa obecnie, lub co przeżywał w przeszłości.

Jak więc skonstruować poprawną sesję? Bardzo prosto. Należy powiedzieć aby mówiący zamknął oczy, dać do zrozumienia, żeby zagłębił się w swoje przeżycia i opowiadanie, i przez odpowiednie postępowanie dać dowody, że go słuchamy.
Do tego potrzeba od czasu do czasu np. pytać go o jakiś niekrytyczny, choć istotny szczegół. Czasami trzeba sesjującej osobie pomóc, gdy utknie w jakiejś trudnej emocji, jak w bagnie po kolana. Wtedy proste pytanie „co było później” może dać kontynuację opowiadania.

Istnieje konieczność odseparowania się w czasie sesji. Osoba opowiadająca ma „swój świat” i w nim powinna przebywać bez ingerencji z zewnątrz, także bez ingerencji prowadzącego. Wtedy sprawy dzieją się naturalnie. Sesja się dzieje sama, sesjujący/a zajmuje się tym, co mu aktualnie przychodzi do głowy i tak ma być. Najważniejsze to nie przeszkadzać, Natura naprawdę jest mądra..

Nie należy omawiać, nadmiernie parafrazować wypowiedzi, wyciągać dalekosiężnych wniosków z tego, co mówi sesjujący. Nie należy go rozpraszać. To jest jego sesja i to on ma się z niej czegoś nauczyć, coś zrozumieć. Bo uwalnianie się jest tak naprawdę uczeniem się w specjalnych warunkach. Uczeniem się jak sobie można było lepiej poradzić w tamtej dawnej sytuacji, jak nie popełnić tamtego błędu ponownie. Dusza uczy się jak można lepiej żyć.

Uczenie to następuje w warunkach, gdy mamy dostęp do wyższych poziomów własnej psychiki. Gdy mamy dostępną pomoc z Góry od Wyższych Jaźni, Przewodników Duchowych, Opiekunów Duchowych, Boga. Przed sesją warto samemu wejść w stan medytacyjny i poprosić o wsparcie i kierownictwo.





zgłoś błąd · do góry