wortal Ewy Lality J. Kałuskiej    
« strona główna ezo
Kalendarium warsztatów   Ezo ogłoszenia Mnisi i ja
bioterapia, radiestezja, reiki
ustawienia rodzinne wg. B. Hellingera
książki polecane
Ezo ogłoszenia - darmowa gazetka reklamowa MAMAeBABY - Przede wszystkim dla Kobiet
Tradycyjna Medycyna Chińska Uśmiech słońca Merhlin Medytacja dla Polski
codziennie o godz. 2200

aktualności
archiwum
ciekawe linki
CUDowne randki
czat
czat-archiwum
e-kartki
forum
komentarze
książki online
księga gości
spis artykułów
sylwetki
użytkownicy
wyszukiwarka

sklepy i restauracje
  wegetariańskie



ranking
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na tej stronie, wpisz swój adres e-mail:
Aktualizacja: 2016-08-10
© 2002 - 2017 CUDownyportal.pl

wykonanie witryny:

9gods.com

administracja:
enedue.com




  poleć znajomemu · komentarze [5]
grupa: Rozwój duchowy · wersja do druku
2007-08-07 Kluza Andrzej
Osobowość a dusza

Kim jestem? – to pytanie może kiedyś przyszło Ci do głowy. A może poznałeś je z dzieł filozofów? Tak czy inaczej, zwykle odpowiedź nie jest prosta.
Gdy jesteś w procesie zwanym rozwojem duchowym poznanie „gdzie ja w tym wszystkim jestem”, w znaczeniu – z kim/czym mogę się identyfikować jest bardziej istotne, niż gdyby interesowało Cię jedynie jak tu dobrze sobie pożyć w tym życiu. Zagłębiając się bowiem w meandry własnego wnętrza czasami warto wiedzieć co jest czym.

Cóż jest więc prawdą, spytajmy? Nie jesteśmy pierwsi, którzy się zastanawialiśmy nad tym. Wiele szkół ezoterycznych przekazuje nam sprawdzone w praktyce poglądy.
Na początek zaczniemy od czegoś w miarę prostego i nam bliskiego. Jak koszula bliska jest ciału, tak osobowość jest bliska duszy, a obie – bliskie naszym codziennym doświadczeniom. Stąd temat – jak rozpoznać, co jest naszą duszą, a co naszą osobowością.

Dlaczego w ogóle tak się rozdrabniać, wprowadzać duszę, osobowość, jaźń i inne takie? Jeśli chcemy poznać dokładnie relacje pomiędzy cząstkami nas samych, to warto je wyodrębnić, przynajmniej funkcjonalnie. O bezkształtnej bryle niewiele się powie.

Osobowość – jest tworzona na potrzeby danego wcielenia, rozwija się w ramach danej nam roli społecznej, roli którą sobie wybieramy, w którą wchodzimy, która jest w jakiś sposób zdeterminowana naszą przeszłością – naszą karmą. Osobowość ma ograniczony horyzont zdarzeń – od narodzin do śmierci. Nie jest więc nieśmiertelna.
Gdy tak patrzymy na siebie – jako kogoś, kto istnieje w świecie w danej roli społecznej, np. pracownika, męża, żony, gdy postrzegamy siebie jako śmiertelnych [„bo musimy umrzeć”], to utożsamiamy się z własną osobowością.

Dusza – zwykle nie jest przedmiotem naszych codziennych rozważań, gdy kupujemy jedzenie, czy idziemy do pracy. Jest to w jakiś sposób prawidłowe, że postrzegamy ją jako nieco oddzieloną od codziennych spraw. Jednak w szerszym obrazie te nasze codzienne sprawy są wręcz duszy podporządkowane. Można by powiedzieć, że to dusza animuje nasze życie, to ona jest tym, kto tak naprawdę doświadcza w naszym życiu, kto ma potrzebę doświadczania. Jako taka dusza jest potężniejsza od osobowości. Wystarczy powiedzieć, że jest nieśmiertelna i niejedną osobowość w niejednym wcieleniu przeżyła.

Na początek mamy więc dwie – osobowość i duszę. Kim jesteśmy?

A więc pytamy siebie, czy jesteśmy osobowością? Na pewno tak. Jeśli nam zależy na wygodzie, komforcie, dobrobycie z pozycji samego ciała fizycznego, to jest to potrzeba osobowości, można powiedzieć potrzeba ego. Nie należy jej potępiać, jak to niektórzy asceci robią, ponieważ potępilibyśmy nasze ciało i jego potrzeby. A – jak buddyści mówią – jest ono cennym pojazdem w drodze do oświecenia.

Inne potrzeby, na kolejnych czakrach, jak zadowolenie, potrzeba relacji, bliskości, potrzeba realizowania zadań, potrzeba kochania, potrzeba komunikacji i rozwoju intelektu też można zaliczyć do potrzeb osobowościowych. Jeszcze wyższe potrzeby, jak potrzeby wglądu intuicyjnego, czy kontaktu z Wyższymi Istotami, Bogiem też są potrzebami, które mają niektóre osoby. Te potrzeby mogą również być z poziomu osobowości.

Duszę możemy postrzegać jak aktora w teatrze greckim. Zakładał on maskę i widać było już nie jego, a graną przezeń postać. Podobnie z duszą – zakłada ona na wcielenie maskę osobowości i zbiera doświadczenia. Stąd potrzeby osobowości po części mogą wynikać z bezpośrednich okoliczności, a mogą pochodzić od duszy i jej pragnień.

Tu dobrze przypomnieć jest epokę Oświecenia, gdzie ratio – czyli rozum był uważany za tą cząstkę człowieka, która powinna rządzić jego zachowaniem. Racjonalność i racjonalizm opiera się oczywiście na kryteriach, w tym wypadku na kryteriach obiektywnych, które możemy logicznie wywnioskować, poznać na sposób naukowy. To czego nie widać, czego nie możemy zbadać metodami naukowymi – nie jest racjonalne, jak ówcześni uważali.
Ta postawa jest tryumfem osobowości. Po wiekach niedopowiedzeń religijnych ludzie chcieli mieć coś konkretnego. Jednakże wylali dziecko z kąpielą. Postawa oświeceniowa nie zgadza się na duszę, a zwłaszcza na jej nieśmiertelność, nie mówiąc już o reinkarnacji.

Do dzisiaj mamy pokłosie tych poglądów – osoby odczuwające siebie jako coś więcej, niż tylko inteligentną maszynę, nie są dobrze przyjmowane w oficjalnym towarzystwie. Nie przeszkadza to jednak poszczególnym duszom żyć, i doświadczać. To, że niektórzy nie wierzą w elektryczność, nie przeszkadza oświecać im drogi latarką elektryczną.

A więc – dusze poszczególnych ludzi nic sobie nie robią, że owi ludzi w swoje dusze nie wierzą! To, że ktoś utożsamia się z ciałem, ze śmiertelną osobowością, nie jest powodem dla duszy, żeby przestała doświadczać. Owszem, doświadcza, ale jakby zza zasłony. Dusza sobie, osobowość sobie. Takie rozdwojenie jaźni jest, jak sobie pewnie wyobrażasz niekorzystne. Gdy dwa konie ciągną wóz w dwóch kierunkach, niedaleko on zajedzie.
Stąd też warto zauważyć, że jest coś w nas, co przechodzi z wcielenia w kolejne wcielenie.
Na początek nie jest to aż tak oczywiste, co to takiego. Jeśli Twoje poczucie własnego „ja” oscyluje wokół tego kim jesteś dla rodziny, dla zakładu pracy, dla Twojego dziecka, jeśli tymi relacjami się określasz, to trochę dziwna jest myśl, że można być kimś konkretnym poza tymi punktami odniesienia.
Gdy spojrzysz na siebie, i odpowiesz sobie na pytanie, czy istniałbyś/istniałabyś gdybyś zrezygnował/a na chwilę z poczucia bycia czyimś dzieckiem? O, wiele dzieci wręcz bije się o taką postawę! Wiele dzieci i młodych osób wręcz wchodzi w bunt, żeby udowodnić, że są kimś więcej niż tylko dzieckiem, jak to rodzice często chcieliby widzieć. Oczywiście, są oni osobnymi istotami, którzy nie powstali z rodziców. Otrzymali od nich jedynie ciała fizyczne oraz wzorce psychiczne w procesie wychowania. Jednak poczucie bycia kimś „spoza” jest jak najbardziej poprawne.
Tu warto poczuć, kim się jest. W praktykach Zen istnieje koan: „zobacz swoją twarz sprzed swojego poczęcia”. Jest w tym dużo odniesienia do duszy. Jak zobaczysz swoją duszę, zobaczysz siebie nieśmiertelnego, siebie nieśmiertelną. Duszę wcielającą się wielokrotnie już w różnych czasach i okolicznościach.
Doskonałym poligonem zbierania doświadczeń o tym, kim naprawdę jestem są stany regresywne, wywoływane w różny sposób, na przykład w terapiach regresywnych. Po części właśnie celem tych terapii jest ujawnienie w kliencie cząstki nieśmiertelnej, która przeżywa, doświadcza, a jednocześnie nie może być tak naprawdę zraniona czy zabita, nie jest dotknięta do głębi doświadczeniami. Jest w jakiś sposób ich świadkiem, jednakże nie jest ich ofiarą.

Widziałem wiele osób w regresji, które trzymały się wzorca „jestem ofiarą”, albo „jestem agresorem”. Póki utożsamiały się z tą postawą, z wzorcami z nią związanymi, czuły się nadal wkręcone w wir karmiczny.
Gdy, po iluś sesjach, uświadomiły sobie, że ich prawdziwe „Ja” jest ponad to, co przeżywają, zaczęły uczyć się korzystać ze swobody, jaką dostały w tym wglądzie. Piszę to by zachęcić do doświadczania i przeżycia tych stanów. Zrozumienie tej koncepcji uwolnienia jest korzystne, ale niestety nie powoduje stałego polepszenia nastroju, czy istotnego postępu duchowego.
Tak dusza ma: postęp osiągamy dzięki doświadczaniu, nie teoretyzowaniu, czy kombinowaniu. Doświadczać nie musimy „na własnej skórze”, czyli w realu. Najczęściej już mamy za sobą w przeszłych wcieleniach zupełnie wystarczająco przeżyć, które mogą się stać doświadczeniami dla naszej duszy. Naprawdę nie musimy kolejny raz dostawać po głowie, by się czegoś nauczyć. Dlatego wszelakie refleksje, czy zwłaszcza terapie regresywne są tak cenne. Wydobywają one skarby z już uskładanego przez nas kopca przeszłych przeżyć.



Na szczęście nie jesteśmy tylko ciałem, nie jesteśmy tylko osobowością!

Dusza pożąda doświadczeń. Jest wniebowzięta, gdy ma odpowiednie do doświadczeń warunki. Jako Jaźń, kolejne jestestwo „w nas”, możemy jej to umożliwić. Możemy równie dobrze zdecydować się, że jej tego nie damy. Tu jest klucz do rozwoju. Możemy decydować, czy ten napęd, który w sobie czujemy, dopuścimy do głosu.

Dusza pragnie doświadczania, ponieważ chce się rozwijać. Jakoś tak jest, że żyjemy w świecie o przewadze rozwoju, ku większemu, ku Bogu. Mądrzejsze i starsze dusze stają się Mu bliższe w doświadczeniu. W doświadczaniu siebie, świata, codzienności. Im bliżej Boga, tym bliżej Jego poziomu doświadczania, i Jego postrzegania.

Co śmieszne, gdy się inkarnowaliśmy, stworzyliśmy sobie sytuację, że możemy doświadczać, rozszerzać doświadczenia na różne sposoby. Gdy jest mam mało „szerokości duchowej”, to zagłębiamy się w ciemną stronę, brniemy w karmę, gmatwamy sobie los, czasami na wiele wcieleń. Dzięki temu zyskujemy wagę duchową, można powiedzieć, potęgę doświadczenia.
Możemy także stwierdzić, iż dotychczasowy zakres naszych doświadczeń jest wystarczający i po prostu chcemy iść prosto do Boga. Może wąsko, ale za to w miarę prosto do celu. I to także może zająć ileś wcieleń.
To, jaki wariant wybierzemy, zależy od duszy. To, czego „się nam chce” zwykle wynika z pragnień duszy. To dusza wybiera, czy chce być bardziej ku sobie, czy ku innym nastawiona. Czy chce więcej doświadczeń osobistych, czy w relacjach z innymi duszami. Stosownie do tej postawy dobiera sobie partnerów do przeżywania danego wcielenia.
Osobowość zwykle służy jako realizator pragnień duszy, ponieważ co człowiekowi w duszy gra, to zwykle stara się realizować w życiu. Hasło „samorealizacja” ma coś z tego, z pozwolenia duszy, aby zaspokoiła swój głód doświadczania w taki, czy inny sposób.

Mamy więc dwie – osobowość i duszę. Kim jesteśmy?
Tym, z czym się utożsamiamy?

W rozwoju duchowym, a szerzej, w świecie duchowym, niezwykle istotną sprawą jest utożsamienie się. Utożsamienie się pokazuje gdzie jest nasza świadomość, kim się tak naprawdę czujemy. Mówmy tu o utożsamieniu prawdziwym, nie deklarowanym.
Niektórzy bowiem „nawiedzeni” mówią z przekonaniem, że są boscy, chociaż pochodzi to w dużej części z ich intelektualnego zrozumienia, nie zaś z praktyki. Może to oczywiście służyć za afirmację, jednak szafowanie takimi słowami wydaje mówiącego na pośmiewisko – jego słowa nie mają mocy, nie stoją za nimi doświadczenia. Bo tylko z doświadczeniami, z faktami się nie dyskutuje.
Osobiście jestem zwolennikiem prostszej ścieżki – nie deklaruję kim jestem. Bo kto wie, czy rzeczywiście już tak działam? Czy aktualnie realizuję się na takim poziomie, czy tylko mi się to wydaje? Bardziej celne uważam oglądanie samego siebie i z tego rozpatrywanie, na jakim to poziomie aktualnie funkcjonuję. Nie lubię ideologicznych deklaracji, które wyglądają czasami bardzo podejrzanie.


zgłoś błąd · do góry