wortal Ewy Lality J. Kałuskiej    
« strona główna ezo
Kalendarium warsztatów   Ezo ogłoszenia Mnisi i ja
bioterapia, radiestezja, reiki
ustawienia rodzinne wg. B. Hellingera
książki polecane
Ezo ogłoszenia - darmowa gazetka reklamowa MAMAeBABY - Przede wszystkim dla Kobiet
Tradycyjna Medycyna Chińska Uśmiech słońca Merhlin Medytacja dla Polski
codziennie o godz. 2200

aktualności
archiwum
ciekawe linki
CUDowne randki
czat
czat-archiwum
e-kartki
forum
komentarze
książki online
księga gości
spis artykułów
sylwetki
użytkownicy
wyszukiwarka

sklepy i restauracje
  wegetariańskie



ranking
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na tej stronie, wpisz swój adres e-mail:
Aktualizacja: 2016-08-10
© 2002 - 2017 CUDownyportal.pl

wykonanie witryny:

9gods.com

administracja:
enedue.com




  poleć znajomemu · komentarze [11]
grupa: Rozwój duchowy · wersja do druku
2006-08-21 Kluza Andrzej
Osiąganie zmiany duchowej




Po poznaniu podstaw drogi duchowej, bardzo często w euforii i nadziei na zmiany na lepsze w naszym życiu dochodzimy do kolejnych odkryć. Wydaje się, że dróg duchowych i kierunków było już i jest współcześnie tak dużo! Co wybrać? Czy któraś szkoła, religia, wiara ma rację? Albo przynajmniej częściową rację, jeśli chodzi o wspomożenie w zmianach mojego życia? Na pewno każda prezentuje jakiś zakres, posiada jakąś cząstkę prawdy. Zrozumiałem kiedyś, że z każdej takiej cząstki warto skorzystać. Zbierałem je jak drogocenne klejnoty. A właściwie same się zbierały, ponieważ prawda ma tą wspaniałą właściwość, że nie trzeba starać się jej zapamiętać. Sama się zapamiętuje. Podobnie, jak do prawdziwie dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja, dodajmy, bez skutków ubocznych. Taki proces jest odkrywaniem własnej natury.

W czasie duchowej wędrówki nasz obszar postrzegania świata się znacznie poszerza. Jeśli tylko jesteśmy prawdziwie otwarci. Możemy bowiem wejść w częściowe postrzeganie. Zarówno za sprawą obecnych warunków życia, jak i z powody karmy, którą mamy z poprzednich wcieleń.

Nasza podświadomość może nam podpowiadać, że prawda jest bardziej skomplikowana, bardziej niejasna niż się wydaje. Że potrzebujemy większych wysiłków, większego zaangażowania w cierpienie, żeby wreszcie ją zrozumieć. Że jeszcze nie dosięgamy do jakichś wymagań, nie jesteśmy czegoś godni. Zachowujemy się tak, mając wzorce ofiary, wzorce współuzależnieniowe. Taka osoba chodzi przygnębiona „ciężarem świata”, jego szarością. Boi się, że się to wszystko zaraz zawali, więc potrzebuje kontrolować otoczenie. Często też dlatego właśnie chce „zbawiać świat”. Albo przynajmniej kilka najbliższych osób.

Bywa też na odwrót – podświadomość podpowiada, że musimy szukać jeszcze większej wolności, swobody.
Jest tak, gdy mamy wzorce dystansowania się, dążenia do bezgranicznej swobody, wyzwolenia się od wszelkich zależności. Tak postępują osoby, które nazywa się czasami poszukiwaczami wrażeń, osoby o osobowości narcystycznej. W związkach mają one taką trudność, że nie umieją przystawać na bliskość, gdy zaczyna się pojawiać. Zaczynają wtedy wierzgać, jak koń, który nie chce być spętany. Poprawne więzi między ludźmi, zwłaszcza oparte na miłości nie są jednak przykre. Nie są kajdanami. To tylko lękowe postrzeganie.
Zdrowe więzi stanowią zdrowe połączenie, o ile ktoś umie tak wejść w relację.

Osoba unikająca bliskości chce osiągnąć wolność najwyższej próby, najszerszą i niezakłóconą zwłaszcza przez sfery uczuć innych ludzi. Ma być „coraz więcej, coraz szybciej i bardziej kolorowo” w ich życiu. Tak kiedyś przeczytałem w reklamie nowego pisma ilustrowanego „więcej, szybciej, bardziej kolorowo”.
Takiej super wolności, niestety, a może stety, nie daje się zrealizować. Osoby takie chodzą sfrustrowane, że nie mogły zrealizować swojego „ideału”. Wtedy lgną do przyjemności, które natychmiast oferują im złagodzenie bólu takiego niespełnionego istnienia – tu przynoszą ulgę alkohol i narkotyki. Dają ulgę, ale również utwierdzają w fantazji o własnej wielkości i uzależniają.

Jeśli jesteśmy prawdziwie otwarci w pewnym momencie możemy odczuć, że to wszystko cenne, gdzieś wewnątrz nas od początku rezonowało, gdzieś wewnątrz nas zawsze były te struny, które dźwięczały prawdziwie. Od dziecka CZULIŚMY prawdziwie. Nie tyle wiedzieliśmy, nie tyle zdawaliśmy sobie sprawę, co czuliśmy. Odczuwanie jest cudownym błogosławieństwem.

W obrębie kultury odczuwanie spotyka się z represjami. Dzieciom nie wolno odczuwać – naprostowuje się je, żeby zachowywały się według norm. Nie zwraca się przy tym uwagi na to, co dziecko czuje i dlaczego. Nie rozmawia się z nim o tym. I wyrastają kolejne pokolenia osób głuchych na swoje odczucia, zablokowanych wewnętrznie.

W późniejszym czasie kultura również nie daje czuciu dojść do głosu. Prawdziwość czucia przykrywana jest „prawdziwością” przepisów, norm. O wiele ważniejsze jest, by ktoś był przeświadczony, że musi osiągać „sukces zawodowy”, „sukces życiowy”, niż to, żeby kierował się swoimi odczuciami, swoim sercem.

Sukces gospodarki nie zależy od przeżywania osobistej prawdziwości przez ludzi. Wręcz odwrotnie – jeśli ludzie zaczną odczuwać, rozeznawać się w tym, czego prawdziwie pragną, to wielu przedsiębiorców może stracić zyski ze swojej działalności. Stąd cywilizacja, kultura i gospodarka nie są związane z poszukiwaniami osobistej drogi duchowej.

Widzimy więc, że jesteśmy zdani na siebie, swoją aktywność. Gdy chcemy doszukać się własnej prawdy, potrzeba nam własnego zaangażowania, własnej pracy nad sobą. Nawet zorganizowane kursy, warsztaty czy terapie nie zrobią tego za nas. Mogą nas zainspirować, ale nie zmienią nas tylko dlatego, że jesteśmy „poddawani” terapii, że „poddaliśmy się” terapii. Owszem, wiele działań może nas mocno wspomóc, ale efekty ich nie będą trwać cały czas. Są jak wyrzutnia na lotniskowcu – pomaga samolotowi wystartować, jednak dalsza droga stalowego ptaka nie jest związana z okrętem macierzystym.

Ta „samotność” może powodować obawy. Gdy nie czujemy, że spoczywamy w Bogu, to rzeczywiście wiele spraw w otaczającym świecie może budzić w nas zrozumiały niepokój. Samo poddanie się Bogu może często kojarzyć się z przegraną, np. przegraniem własnej wolności. Tak może się dziać, gdy jako dziecko ważna dla nas osoba dorosła była dla nas nieprzychylna czy wręcz krzywdząca. Teraz przez przeniesienie możemy bać się powierzyć innej ważnej, „większej od nas” osobie.

Powierzenie się dobremu Bogu jednak tak naprawdę jest równoznaczne z wygraną. Zawierzenie, że Bóg ma dla nas rzeczywiście coś lepszego, jest ważne i celowe. Nie warto jednak brać tego na wiarę – warto to sprawdzać. Trzeba jednak zrozumieć, że „myśli Boże to nie myśli nasze”, jak mówi Pismo. Bardzo często trzeba zrozumieć, że życie w zawierzeniu się Bogu, gdy jesteśmy otwarci na Jego łaskę i opiekę nie będzie takie, jak opisują kolorowe tygodniki. Nawet, jeśli taki model błyskotliwego życia by nas bardzo pociągał. Po wzorce trzeba się udać wyżej. Dopiero, gdy skontaktujemy się z naszym wyższym planem na życie, odnajdziemy spokój w sercu. Dopiero, gdy nasze rozumienie zaczniemy zastępować rozumieniem wyższego rzędu, możemy liczyć na prawdziwy sukces, który będzie słodki dla naszego serca.

Zmiana duchowa może zachodzić w nas dopiero, gdy uwierzymy, że nie jesteśmy w stanie kontrolować naszego życia, że intelektualne zmagania powodują porażkę. Że takie wysiłki w „zrobieniu sobie życia” nie mają sensu.

Nasze intelektualne zdolności to o wiele za mało, jak na potrzeby życia. Dobrym przykładem jest nasze ciało – żyje, jednak nie kontrolujemy bicia naszego serca czy oddechu. Zawierzyliśmy, że będzie się to odbywało jak najlepiej może być. Owszem, możemy to sknocić, np. doprowadzić się do choroby serca przez stresy lub usztywniając klatkę piersiową poprzez zmartwienia. Jednak to poddanie się Bożemu planowi ustawia nas w odpowiednim, zdrowym położeniu. Wtedy i serce jest żywe i wesołe, i płuca chętnie przyjmują energię do radosnego życia.

Warto się powierzyć Bogu i jego planowi na twoje życie. Jest to wszechstronnie korzystne. Mędrzec by powiedział, że taka zmiana postawy jest wszechstronnie atrakcyjna. Hindusi nazywają Boga „wszechatrakcyjnym”. Nam kojarzy się to prawdopodobnie z tym, że Bóg miałby być najlepszą reklamą telewizyjną. Tak bowiem zwykle rozumiemy atrakcyjność. Jednak atrakcyjność Boga i jego planu objawia się na planie Boskim, nie na naszym, który obecnie pojmujemy. Stąd też, aby dojść, dlaczego poddanie się Bogu jest atrakcyjne, niestety trzeba zacząć rezygnować z dotychczasowych ram myślenia i przyjmować te duchowe. Mówię „niestety”, ponieważ wiąże się to z poświęceniem czegoś, co uważamy za cenne. Jednak jest to niezbędne.

Jak to ktoś powiedział w przenośni: jeśli chcesz podnieść duży brylant i nieść go w ręce, trzeba – niestety – wyrzucić duży, ciężki, szary, ubłocony kamień, który aktualnie ściskasz w tej ręce z całych sił.

zgłoś błąd · do góry