wortal Ewy Lality J. Kałuskiej    
« strona główna ezo
Kalendarium warsztatów   Ezo ogłoszenia Mnisi i ja
bioterapia, radiestezja, reiki
ustawienia rodzinne wg. B. Hellingera
książki polecane
Ezo ogłoszenia - darmowa gazetka reklamowa MAMAeBABY - Przede wszystkim dla Kobiet
Tradycyjna Medycyna Chińska Uśmiech słońca Merhlin Medytacja dla Polski
codziennie o godz. 2200

aktualności
archiwum
ciekawe linki
CUDowne randki
czat
czat-archiwum
e-kartki
forum
komentarze
książki online
księga gości
spis artykułów
sylwetki
użytkownicy
wyszukiwarka

sklepy i restauracje
  wegetariańskie



ranking
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na tej stronie, wpisz swój adres e-mail:
Aktualizacja: 2016-08-10
© 2002 - 2017 CUDownyportal.pl

wykonanie witryny:

9gods.com

administracja:
enedue.com




  poleć znajomemu · komentarze [1]
grupa: Rozwój duchowy · wersja do druku
2006-06-27 Kluza Andrzej
Rytuał i proces Hellingerowski w zastosowaniu do poprzednich wcieleń



Część 2
Doświadczenia z przeprowadzania rytuału i procesu

Moje pierwsze oddawanie czci moim niegdysiejszym ofiarom miało miejsce zaraz po serii ustawień rodzin, w których brałem udział. Było to już kilka lat temu. Jak to bywa też i z innymi moimi "fakultetami", bardzo mocno się zaangażowałem. Dusza chciała wiedzieć niemalże wszystko. Uczyła się intensywnie. I pewnego dnia nastąpiło skojarzenie.. "przecież jak ja tak widziałem tyle ofiar, osób zabitych na warsztatach Hellingerowskich, to ja przecież też mam iluś na koncie". To się zgadzało. Dobre 10 lat wcześniej na sesji regresingu przypomniałem sobie jakąś wojnę magiczną. Wtedy najwięcej co mi się pokazywało, to piękne błyski energii i poczucie zwycięstwa, bycia lepszym, nic specjalnie poruszającego. Jednak teraz było to co innego, inne odczucie: "tam przecież ktoś został zabity..." Tak, rzeczywiście, było ileś zabitych, i to raczej w tysiącach niż w setkach. Po kilku dniach zaczął mi przychodzić smutek. Za jakiś czas skojarzyłem, że to moja dusza zaczyna opłakiwać te ofiary. I powoli zacząłem robić rytuały oddające im cześć. Trwało to kilka miesięcy. Dość długo, ale to był pierwszy raz. Rzeczywiście przeszedłem prawdziwe przesmucenie. Zakończyło się ono około Wszystkich Świętych zapaleniem świec i symbolicznym pogrzebem. Na dzisiaj wiem, że to nie jest zwykle potrzebne, ale wtedy to sobie tak wymyśliłem i działało. Zawsze coś.

Co do brania odpowiedzialności za siebie mam piękny przykład. Niedawno wyszło, że byłem kiedyś dawno, dawno przełożonym pewnego rycerza. Powiedzmy, dość bezdusznym przełożonym. Miał on w pewnym momencie możliwość ochronienia iluś istnień ludzkich, około setki. Jednak nie mógł tego zrobić, ponieważ nie dostał ode mnie pozwolenia. Nie dając mu możliwości ochronienia tamtych ludzi, co było jego rolą oraz pragnieniem okazałem wobec niego tym samym pogardę.

W czasie oczyszczania tej sytuacji najpierw oddałem cześć temu rycerzowi. Po drugie wziąłem na siebie odpowiedzialność za to, że tak zrobiłem. I on, jego dusza, nie muszą się już miotać z tym, że "mogłem, a nie zrobiłem". To jest wyczyszczone.

Następnego dnia doszło do mnie, że tam byli jeszcze przecież jacyś ludzie, którzy ucierpieli. Owszem, był tam po prostu pogrom wsi, i zobaczyłem w wizji ludzi zgromadzonych przy chatach i patrzących się na mnie. Patrzących z wyrzutem: "no mógł pomóc, zapewniał nas, że będzie nas ochraniał, miał obowiązek, a nie pomógł..". Tak... mieli rację. To oddałem im cześć, szacunek. A oni dalej nic. Stoją jak stali. I nadal mi się tak trochę spode łba przyglądają. No to stwierdziłem, że biorę odpowiedzialność za to, co się stało na siebie.
I wtedy zaczęli tańczyć i radować się. I poczułem uwolnienie.

I jeszcze jeden przykład.
Pewna osoba kiedyś pokrzywdziła dużą grupę ludzi. Przez jego działanie stracili wtedy możliwości miłego i spokojnego życia, ich marzenia, takie zwykłe, codzienne i do spełnienia legły w gruzach. Jego działania zmieniły życie tych ludzi radykalnie na gorsze. Przeprowadzany rytuał wobec tych osób niewiele dał. Pojawiły się w wizji, i stały. I nic. Rytuał był powtórzony jeszcze dwa razy. Za trzecim razem gdy słowa oddawania honoru, wolności, wzięcia odpowiedzialności wypowiedział z 10 razy z pokłonami, gdy opowiedział, że rozumie, iż zabrał im marzenia, że zmienił radykalnie życie na gorsze, obraz zaczął się zmieniać. Te osoby zaczęły wyrażać agresję, zaczęli atakować kijami, dzidami, wkurzeni, wyzywali, aż czerwoni ze złości. Na te reakcje osoba robiąca rytuał odpowiedziła, że ich rozumie, że wie, że tak mogą się czuć, i że to docenia, że chcą jej okazać te uczucia. I nadal robiła pokłony. I wtedy nagle przestali i zaczęli wszyscy płakać. Odpowiedź była, że "rozumiem ich cierpienia, że się solidaryzuję i że również czuję wielki smutek". I rzeczywiście przyszło odczucie dużego smutku. "Cieszę się, że go odczuwacie i chcecie przez niego przejść i uwolnić go" Że docenia to. Po jakiejś chwili te dusze przestały płakać, jednak były smutne i prosiły o modlitwę za nich, żeby mogli sobie poradzić z żalem, złością i nienawiścią do tej osoby. Żeby mogli je uleczyć.

To ta osoba zaczęła się modlić za tamte dusze z prośbą o ulgę w cierpieniu, o możliwość puszczenia tych uczuć. Żeby mogli rozpoczać życie z miłościa, radością , bez żalu i cierpienia. Trwało to trochę i potem im trochę ulżyło. Przyszło zrozumienie, że oni muszą mieć czas, że im trochę lepiej ale muszą odpocząć. Wtedy ta osoba zakończyła rytuał, podziękowała wszystkim uczestniczącym i Opiekunom. Mówiła, że jeszcze przyjdzie, że zaprasza ich, aby mogli to dokończyć i uwolnić do końca. I rozeszli się.

Rytuał był przeprowadzony mimo zmęczenia tego dnia, ale wyniki potwierdziły, że był potrzebny. Osoba opowiadała, że wcześniej próbowała to na logikę uwolnić, ale stwierdziła, że tak się nie da. Przejrzała na oczy, jak zobaczyła ich złość i takie wielkie nieszczęście, cierpienie. Wczuła się w rzeczywisty wymiar sytuacji i popłakała, podeszła poważnie. Ta postawa wsparcia i empatii dużo dała, jak z opowiadania wynika.

Dusze mogą pielęgnować poczucie zranienia i chęć wyrównania przez wiele wcieleń. Mogą żyć w takiej nienawiści, nawet chęci zemsty, cierpieniu. Dlatego rytuał i proces mogą być uzdrawiające dla obu stron.

Nie należy się spodziewać, że te dusze, które przywołujemy do rytuału będą wyrozumiałe, wybaczające. Bo najpewniej nie będą. Nie należy się spodziewać zrozumienia i trzeźwego myślenia. Nie należy prosić o zrozumienie, bo to nie oni nas mają zrozumieć, a odwrotnie. Może to być dyskomfortowe przeżycie, ale wobec naszych czynów i decyzji to i tak może być malutki ułamek tego, co przeżyli ci, którym to zrobiliśmy.
Jak się przeprowadza taki rytuał?

Wybiera się osobę, która w tym lub poprzednim wcieleniu mogłaby być w jakiś sposób przez nas pokrzywdzona, i której dusza to pamięta i jest wobec nas niechętna do dziś i dalej nie mamy z tego powodu dobrych z nią relacji. Może zdarzyć się czasami też tak, że jakaś cała dziedzina naszego życia jest blokowana przez nieuzdrowioną relacją z taką duszą, jedną, albo - w przypadku dużych kłopotów - najczęściej z pewną grupą dusz, które skrzywdziliśmy kiedyś.
I to często nie jest tak, że to one nas trzymają. Trzyma nas i nie pozwala na swobodną manifestację w naszym życiu nasza własna dusza. Z jakiego powodu? Z solidarności z tamtymi duszami. Jeśli im zrobiliśmy tyle krzywdy, to sobie nie pozwolimy - przez solidarność - na lepsze życie.

Robi się rytuał: można nakryć stół obrusem, zapalić świece, można zrobić ołtarzyk, ustawić fotografie mistrzów duchowych z prośbą o pomoc, wsparcie i przewodnictwo. Ważny jest czas i miejsce. Miejsce powinno być choć trochę szczególne, pokazujące duszy, że to co robimy jest w jakiś sposób ważne dla nas i że nie robimy tego na odczepnego. W całym rytuale chodzi o szacunek, o ten szacunek, którego kiedyś nie daliśmy komuś i o ten, który mamy do naszych Przewodników Duchowych. W takich warunkach mamy szansę naprawiać niegdysiejszy brak szacunku, pogardę, pychę, wywyższanie się, brak moralności, poczucie bycia kimś lepszym, znaczniejszym, działającym na innych, lepszych zasadach..

Czas rytuału najlepiej dostosować do intuicyjnego prowadzenia duszy. Jeśli nie ponaglasz i nie odwlekasz, a poddajesz się momentowi, kiedy czujesz, że będzie dobrze, najczęściej jest to właściwy moment. Poza tym, bardzo istotną rzeczą do rozpoczęcia rytuału sa emocje. Im ich jest więcej, tym zwykle lepszy moment. Mówię o emocjach do danej osoby, do danej własnej postawy, czy wobec jakiegoś kłopotu z naszego życia. Przypuśćmy, mamy niechęć do danej osoby. Jeśli jest w miarę stała, to możemy rytuał zrobić w szerokim zakresie czasu. Gdy zaś spotkamy się z tą osobą i wtedy nam jeszcze dojdzie wściekłość, to ta wściekłość jest dodatkowym błogosławieństwem dla przeprowadzania rytuału. Jak to ktoś powiedział: "Emocje, nawet te najtrudniejsze, są błogosławieństwem". I w rytuale można się o tym przekonać.

Oprócz odpowiedniego czasu i miejsca, przystępując do działania możemy poprosić ileś przychylnych dla nas Istot Duchowych o wsparcie i prowadzenie tego rytuału. Najprościej zaprosić je w początkowej modlitwie słowami:
"Proszę teraz o połączenie z moją Wyższą Jaźnią i Wyższymi Jaźniami tych osób, których będzie dotyczył rytuał"
"Proszę teraz o połączenie z moim Aniołem Stróżem, Aniołami Opiekującymi się mną"
"Proszę teraz o połączenie z moim Opiekunem Duchowym i z moim Przewodnikiem Duchowym"
"Proszę teraz o połączenie z Duchami Opiekuńczymi tego miejsca i Duchem Opiekuńczym Ziemi"

W podobny sposób poproś o prowadzenie i opiekę. Jeśli są kłopoty, poproś o oczyszczenie połączenia z daną Istotą. Jeśli jeszcze są kłopoty, poproś np. o sharmonizowanie siebie ze swoją Wyższą Jaźnią.

Należy także poprosić o przyjście dane dusze, które zostały kiedyś przez Ciebie potraktowane nieodpowiednio. Czasami jest tak, że one same pchają się do tego, aby im oddać cześć i szacunek, a czasami prosisz i nie ma odzewu, trzeba rytuał robić bez wizji tych istot. Po jakimś czasie przyjdą, jeśli przekonają się, że naprawdę jesteś przekonany w tym, co robisz.

* *

Przy rozpoczęciu i poproszeniu o opiekę i prowadzenie możesz się przed tymi osobami pokłonić. Odpowiednią pozycją jest siad na własnych podudziach, z którego łatwo możesz robić pokłony. Przy pokłonach możesz złączone jak do modlitwy dłonie przesuwać przed czakramami, tak jak to robią Hindusi, albo tylko przed czakramem serca, jak to robią Chrześcianie..

Możesz liczyć na to, że podczas wykonywania rytuału pojawią się energie, i że będziesz je czuć. Niektóre z nich są energiami obecnymi z Twojego ciała, niektóre będą energiami błogosławieństwa z Góry, a niektóre będą energiami karmicznymi, które będą przepływały w celu wyrównania, na sygnał Twojej gotowości do uzdrowienia relacji.

Z pokłonami, powolnymi, głębokimi, długimi, wykonanymi z przeżyciem należy połączyć oddawanie szacunku, czci. Tak jak i Ty taki szacunek masz prawo przyjmować, tak i inni ludzie od Ciebie. Sam pokłon jest tylko wsparciem, pomocą, prawdziwa postawa szacunku pochodzi z wewnątrz i jest postawą buddialną. Pokłonienie się służy za ułatwienie do przyjęcia odpowiedniej postawy buddialnej. Gdy jesteś w sytuacji gdy potrzebujesz dokonać oczyszczenia relacji w sytuacji codziennej możesz sobie zwizualizować, że kłaniasz się przed tą osobą. I np. dziękujesz jej za wysłanie do Ciebie prowokacji i dziękujesz, ale z tej prowokacji nie skorzystasz, jednocześnie oddając tej osobie szacunek jako istocie duchowej.

Podczas pokłonu możesz mówić:
"Oddaję szacunek i cześć moim ofiarom.... [tu zwrócić się bezpośrednio do niej/niego, do nich] oddaję szacunek i cześć Tobie, Wam [imię, imiona, opisać dokładnie komu, co się z nimi miało]" i pokłonić się.
"Biorę odpowiedzialność za to, co zrobiłem/am Tobie/Wam w czasie, w momencie, w okresie gdy [opisać te sytuacje]"


Na koniec rytuału dziękujemy wszystkim zgromadzonym, duszom i Opiekunom. Jeśli dusze chcą coś mówić, to należy je wysłuchać. Nie należy jednak rozpoczynać samemu dialogów, ponieważ nie o to chodzi. Naszą intencją jest uwolnienie i oczyszczenie, danie wolności duszom, aby mogły odejść, i abyśmy my sami mogli odejść.
Można powiedzieć:
"Dzięki temu rytuałowi, uwalniam relacje z Wami, oczyszczam je i rozwiązuję więzy karmiczne. Powierzam Bogu, Wyższym Jaźniom i Opiekunom duchowym dalsze Wasze losy, wiem, że są to najlepsi dla Was opiekunowie, dlatego nie muszę już się zajmować relacją z Wami. Dziękuję Wam". Gdy dusze nie odchodzą, to oznacza, że jeszcze coś do nas mają. Zwykle jednak opuszczają rytuał jak najszybciej jest to możliwe, i jak najszybciej im pozwalają ich własne emocje i uczucia.




Od redakcji.
Uważam za stosowne przytoczyć tutaj list Berta Hellingera, który pochodzi  ze strony www.hellinger.pl http://www.hellinger.pl/Drodzy,Polscy,Przyjaciele,213.html

Zachęcam też gorąco do wnikliwego zapoznania się z książami Berta Hllingera, które ukazały się na naszym rynku, oraz kasetami będącymim nagraniami sesji ustawień rodzinnych:
KSIĄŻKI
1. Bert Hellinger    Porządki miłości
2. Bert Hellinger    O życiu. Sentencje, powiastki, słowa mocy, medytacje
3. Bert Hellinger    Miłość szczęśliwa
4. Bert hellinger    Dlaczego właśnie ja
5. Bert Hellinger    Daj mi rząd dusz

Oto link do strony, gdzie można zamówić ksiązki
http://www.hellinger.pl/Ksiazki,103.html

KASETY

Tutaj możesz zamówić kasety z nagranymi podczas warsztatów prowadzonych przez Berta Hellingera ustawieniami http://www.hellinger.pl/Video,i,mp3,105.htmll 

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za skutki, w sposób opisany w artykule Andrzeja przeprowadzanych rytuałów, które są w rozumieniu redakcji dowolną i nieco odbiegającą od właściwej metody, której twórcą jest Bert Hellinger "wariacją" * na jej temat :) 

*  (łc. variatio ‘zmiana, rozmaitość’) 1. przekształcenie, przeróbka, odmiana, modyfikacja.


Oto zapowiedziany list
Drodzy Polscy Przyjaciele

zgłoś błąd · do góry